NIEZWYKŁE DZISIEJSZE ŚWIĘTO

W kalendarzu liturgicznym jest dzień, który szczególnie przypomina nam o największym przymiocie Boga – o Jego nieskończonym miłosierdziu.

Dzisiejsza Niedziela Bożego Miłosierdzia jest związana ze Świętą Siostrą Faustyną Kowalską, której Jezus w prywatnych objawieniach polecił, aby zostało ustanowione w Kościele takie Święto. W jej „Dzienniczku” czytamy, jak bardzo Jezus pragnie, by ludzie poznali Jego miłosierdzie i nauczyli się Mu ufać.

Św. Faustyna jest jedną z moich ulubionych świętych. Zawsze fascynowała mnie jej historia – prostej dziewczyny
z ubogiej rodziny, której Jezus objawił się i powierzył wielką misję. Uczynił ją Apostołką Bożego Miłosierdzia dla całego świata. To pokazuje, że Bóg nie wybiera ludzi według ludzkich kryteriów. Patrzy głębiej – na serce.

Bardzo bliski jest mi także obraz Jezusa Miłosiernego. Szczególnie ten pierwszy, namalowany przez Eugeniusza Kazimirowskiego, bo to właśnie ten obraz widziała s. Faustyna. On zawsze mnie fascynuje. Jest w nim coś niezwykłego – spokój, łagodność, cisza. Bardzo poruszają mnie oczy Jezusa skierowane lekko w dół, jakby patrzył z miłością na człowieka stojącego przed Nim. Dziś ten obraz znajduje się w Wilnie i mam wrażenie, że jest w nim jakaś szczególna bliskość Boga.

Słowa „Jezu, ufam Tobie” są jedną z modlitw, które najczęściej powtarzam. Wracają do mnie szczególnie w chwilach trudnych. Gdy pojawia się niepewność, gdy życie stawia kolejne pytania, gdy coś boli. Mówię je rano, gdy zaczynam dzień. Powtarzam je w zwyczajnej codzienności. I za każdym razem przypominają mi, że nie wszystko muszę rozumieć – ale mogę ufać.

Bardzo często wracam także do „Dzienniczka” św. Faustyny. Czasem czytam jego fragmenty, czasem słucham nagrań. Ten tekst jest dla mnie niezwykle piękny i głęboki. W prostych słowach przekazuje prawdę o miłości Boga – miłości cierpliwej, przebaczającej, nieskończonej. Za każdym razem odkrywam w nim coś nowego.

Historia św. Faustyny pokazuje, że Boże Miłosierdzie naprawdę jest większe niż nasze słabości. Że Bóg nie męczy się przebaczaniem. Że zawsze daje człowiekowi nową szansę.

Dlatego tak bardzo bliskim memu sercu miejscem jest Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach. Często tam pielgrzymuję. Tam odpoczywam. Tam zbieram siły. Mam wrażenie, że w tym miejscu Jezus szczególnie dotyka ludzkich ran i je naprawdę je leczy.

Niedziela Miłosierdzia przypomina mi jedną prostą prawdę: nieważne jak trudna jest droga, jak wiele razy upadłam – zawsze mogę wrócić. Wystarczy jedno zdanie: „Jezu, ufam Tobie”.


Emilia

do góry